English French German Spain Italian Dutch Russian Portuguese Japanese Korean Arabic Chinese Simplified

piątek, 25 lutego 2011

Bo nie mogę się doczekać...

Luty się kończy, marzec zaczyna... a gdzie wiosna? Mróz, zima, śnieg... brrr... dobrze, że choć trochę słońca. Jakoś tak cieplej dzięki temu człowiekowi na duszy. Choć czasem miło w taką zimę zaszyć się wieczorem w swoim zaciszu, zapaść się w fotel bujany popijając... co kto lubi ;)

Ja póki co nie mogę się doczekać marca! A szczególnie dwóch dat... po pierwsze 28 marca. Wreszcie... wreszcie! uda mi się uczestniczyć w widowisku, na które poluję od kilku lat. Michael Flatley i Lord of the Dance! Według mnie i z tego co wiem, nie tylko, najlepsza grupa taneczna na świecie z najlepszym musicalem. W dodatku z ukochanej Irlandii. I w dodatku z jeszcze bardziej ukochanego Dublina! Ah... przebieram niecierpliwie nóżkami i zacieram rączki :) Na pewno podzielę się z Wami wrażeniami, również tymi wizualnymi. Jak ktoś zainteresowany, to są jeszcze bilety :)
Natomiast 20 marca wybieram się na mojego ulubionego głupka... jubileusz Cezarego Pazury. Małaszyński, Bałtroczyk, Halama, Ani Mru Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju... wszystkie zdjęcia chyba będą rozmazane ;) Bo jak tu pstrykać i śmiać się równocześnie? I tu również bilety jeszcze w sprzedaży :)

Tymczasem uciekam spędzić pierwszy spokojny wieczór od kilku dni...

Pssst pssst.... a wiecie, że u nas to walentynki są codziennie? Bo kto powiedział, że kochać to się można tylko raz w roku? ;)