
Zacznijmy od początku... W poniedziałek w sprawach zawodowych pognało mnie aż do Wrocławia na kilka dni. Oczywiście odwiedzałam już to miasto parę lat temu, ale tylko na chwilę i niezbyt dokładnie. Jako takie pojęcie miałam, ale tak naprawdę... nie wiedziałam czego się spodziewać. Może też dlatego tak bardzo mnie zaskoczyło!
I nie chodzi tu już o chyba najpiękniejszą starówkę w Polsce - nie krzyczcie! W Krakowie jeszcze nie byłam ;) - ale o cały klimat panujący w tym mieście. Dla mnie żeby dobrze się poczuć w jakimś miejscu, nie ważne jest jak wygląda, a jakich ludzi tam spotykam. Co mogę powiedzieć o Wrocławiu? Miasto spotkań to bardzo prawdziwe hasło reklamowe. Gdyby ktoś mi teraz zaproponował przeprowadzkę do Wrocka, zgodziłabym się, zanim skończyłby zdanie. Dlaczego? Żadne z polskich miast które znam nie jest tak europejskie.
Tu już nawet nie chodzi o mentalność ludzi, ale o zupełnie inny styl życia. O zupełnie inny styl spędzania wolnego czasu. I wtedy przestają dziwić ludzie, którzy prawie na mrozie siedzą na ławce, czytając książki. Nie dziwią wszędzie zaparkowane rowery, wszelkiej maści i rodzaju. Nie dziwią małe jadłodajnie z prawdziwie dobrym domowym jedzeniem w których za grosze naje się dosłownie każdy. Nie dziwią stragany z książkami rozstawione w najdziwniejszych miejscach. Sklepiki z tak niesamowitymi drobiazgami domowego użytku, że człowiek trzyma się za kieszeń. I nie dziwią księgarnie pełne naprawdę zainteresowanych książkami ludźmi. To miasto żyje...Cóż mogę powiedzieć? Czas chyba odwiedzić Kraków, a później spakować walizki i uciekać z tego miasta, pełnego marazmu i smutnych ludzi...
PS. Państwo N. dziś świętuję swą pierwszą rocznicę-miesięcznicę.... oooo rany :D


0 komentarze:
Prześlij komentarz